wiosenne porządki 2008-04-22 18:39:51

Przesilenie wiosenne to czy zimowe, sama już się pogubiłam. Pogoda wariuje, a ja razem z nią.

Spotkałam się ostatnio z A. Zadziwiająco przygnębiające to spotkanie było. Nie było o czym rozmawiać. Tematy zapychacze, które wprawiały mnie w zakłopotanie. Wydaje mi się, że przypominamy dwa punkciki, które w tym momencie są po przeciwnych sobie stronach. Pewnie kiedyś się jeszcze spotkamy, ale nie teraz... Nie mamy przecież wspólnego mianownika.

Poszukuję - wiosennych muzycznych inspiracji i turbodoładowania.

skomentuj (0)

czemu nie? 2008-02-18 21:46:19

Darujmy sobie powitania. Żyję i jest fajnie. Była złamana noga i złamane życie na moment. Wracam do aktywności po równo półrocznej przerwie. Przed chwilą postawiłam pierwsze kroki samby... i poczułam, że moje ciało jest mi za to wdzięczne. Ruchy chaotyczne, ale wiem, że będzie lepiej... porque eu não posso ficar sem você.

Poza tym jest On i wiem, że jak znowu niebo mi na głowę spadnie- przyjdzie i zrobi z nim porządek. Jestem wdzięczna.

skomentuj (1)

szczęśliwa 2006-01-29 22:56:52

..zawsze najtrudniej opisać swoje szczęście. Mogłabym rozwodzić się nad cierpieniami lub pseudo-cierpieniami przez setki linijek, a gdy tylko wydarzy się coś pięknego najchętniej schowałabym to coś głęboko, jak najgłębiej w sobie, nikomu nie pokazywała, nie mówiła zbyt głośno- żeby nie przestraszyć, nie umniejszyć, zachować, przechować, nie zniszczyć.. żeby trwało to we mnie przez wiele chwil. Więc długo pisać nie będę- jestem szczęśliwa! :)
Zapach, słowa, dotyk, wzrok, skóra, gesty.. uśmiech. muzyka. ja i on.

skomentuj (6)

... 2005-12-31 12:37:52

Czasami jednak coś się udaje. Zwykle jeden piękny moment przypada na tysiąc najgorszych. A mimo to.. warto.
W jego oczach mogłabym się utopić :) I nie wołałabym o pomoc :)

skomentuj (0)

wspomnienie z Indii 2005-12-08 22:16:55

Wracają do mnie Indie. Dokładnie rok temu przeżywałam jedną z największych przygód mojego życia, 5 tygodni, które odcisnęły na moim krótkim życiu piętno.

Od jakiegoś miesiąca śnię o przejażdżkach brudnym i cuchnącym indyjskim pociągiem, widzę tysiące różnych barw, po czym budzę się z masalą na ustach i duszącym zapachem w nozdrzach.. I ogarnia mnie niesamowita tęsknota. Tak bardzo chciałabym wrócić. Zapakować siebie do plecaka, wziąć za rękę jakąś bratnią duszę i odkrywać nowe. Nie uciekać, nie zapominać, ale patrzeć i odkrywać, by nie zabić nigdy w sobie zdziwionego dziecka.
Tak zdziwionego jak w momencie urodzenia. W taki właśnie sposób spojrzałam na Indie po raz pierwszy- pierwszego dnia, gdy powaliły mnie na kolana i nie pozwoliły wstać przez długie godziny. Bo to zupełnie inna egzystencja, inne życie, które toczy sie w świecie równoległym do tego, które my znamy tutaj.

Pamiętam pierwsze kroki na lotnisku w Bombaju, naiwne, nieświadome, przestraszone. Wszędzie dookoła okrągłe, wielkie, czarne oczy, wpatrujące się we mnie intensywnie. A ja- zwykła dziewczyna z Warszawy, z Europy, z zachodu, z plecakiem na barkach- bałam się spojrzeć komukolwiek prosto w oczy i znieść to spojrzenie. Bałam się każdego ruchu, w obawie że może zostać źle odebrany. Kurczowo trzymając sie swoich rzeczy, żeby przypadkiem nikt niczego nie wyrwał, nie ukradł, z głową pełną opowieści o 'tych' i 'tamtych' Indiach.. wkroczyłam w zupełnie inny świat. Kompletna nowicjuszka. KAŻDY jest nowicjuszem, jeżeli pierwszy raz przekracza indyjską granicę.. tą na mapie i tą w sobie, o której nie sposób zapomnieć.

Lotnisko, taksówka, sikh, targowanie, salvation army z bandą neohipisów i frików..jeszcze przez chwile europejskie ciuchy, pachnące warszawą i samolotem, w końcu kłódka na drzwiach pokoju i.. w którą stronę iść?
zdenerwowanie, niepewne kroki..

Pierwszy spacer w Indiach, po Bombaju to największy koszmar. szok. Wszędzie cinkciarze wpychający mi w ręce szmaty, koraliki, pamiątki.. Do tego śliczne, bose dzieciaki.. Mnóstwo dzieciaków proszących: madame, rupee, madame, give me rupee, hungry.. ciągnących za bluzke, za spodnie, za ręce. Tuż obok co pare sekund jakis hindus: madame, riksha? madam, taxi? taxi taxi taxi.. na głównych ulicach, na chodniku, całe rodziny przesiadują na szmatach, pod szmatami śpią, na szmatach jedzą.. co jakiś czas przejdzie jakaś krowa, dzieciaki grają w krykieta.. A ja chowam głowe i czuje że coś mnie przerasta.. zapach, kolory, smak.. i już jestem w Indiach.

Po całym dniu rozkładam śpiwór na obskurnym łóżku w salvation army, przykrywam sie prześcieradłem, podkulam mocno nogi, zamykam oczy i chce uciec. Świat szybuje wokół mojej głowy a ja stawiam sobie pytanie: co ja tutaj robie? Przywołuje swój świat- polski, warszawski, zachodni.. I wydaje się on niewiarygodnie odległy. W tamtym właśnie momencie NIC mnie nie trzymało. Byłam zawieszona między 'tutaj' a 'tam'. Nie było mnie ani 'tutaj' ani 'tam'. Nie istniałam. Paradoksalnie ten właśnie moment był jednym z najpiękniejszych. Wtedy jednak byłam przerażona.. zasnęłam.

Obudziły mnie w środku nocy strzały, muzyka, śpiewy, chaos- można go było wyraźnie usłyszeć, słychać też było radość, hinduskie instrumenty.. jak sie później okazało było to hinduskie wesele.

I choć zamknięta w hotelowym pokoju nie zobaczyłam nic, prawie godzine wsłuchiwałam się w ten zgiełk, aż w końcu znowu zasnęłam, tym razem z pełną świadomością, że zaczyna się właśnie dla mnie coś, co już nigdy się nie skończy.. Indie się kocha albo nienawidzi, albo jedno i drugie. W pierwszym i tym trzecim wypadku- tak naprawde nigdy się już ich nie opuszcza.

Nachodzą mnie te wspomnienia, albo jakieś małe pierdoły, coś zupełnie wyjętego z kontekstu, cała historia, jeden dzień, ludzie których spotkałam.. po roku, po całym roku, zupełnie świadomie mówię teraz: tęsknię. Tak strasznie tęsknię..

skomentuj (1)

życie życie.. 2005-12-01 20:30:11

życie ze mnie dziś zakpiło. wskazało na mnie wielkim tłustym paluchem jakby wydawało sie mówić: "dzisiaj sobie z tej zrobimy żarcik, dzisiaj tej zagramy na nosie". bezlitośnie pociągnął ktoś za sznurki i już nie było odwrotu. a ponoć mamy wolną wole? tylko jak ona może być wolna, gdy tak wiele czynników na nią wpływa?
życie ze mnie dziś zakpiło. On w końcu mnie zaprosił, a ja wyjeżdżam. dlaczego akurat sobota, dlaczego akurat ten tydzien, dlaczego, dlaczego.. tak bardzo nie chciałabym tego schrzanić. błagam o jeszcze jedną szanse. do cholery!
bo w końcu kiedyś sie powiesze ;)

skomentuj (2)

Księga Gości
zaglądam oglądam i podglądam
euforia
doti
bunka
clubber
peev
inna